środa, 14 października 2015

Świętujemy, tańcujemy z Boney M!

Dla wielu słuchaczy, zwłaszcza tych młodszych, Boney M. może być symbolem dość sporego obciachu. Nie można się temu dziwić i tym bardziej nie za bardzo należy krytykować taką postawę młodych ludzi. W końcu pierwsze piosenki zespołu powstawały lata temu. Konkretnie – 40 lat temu.

Tak, to już ponad czterdzieści lat od dnia, kiedy po raz pierwszy zespół zagrał na scenie publicznej, a jego piosenki ruszyły w fale eteru. Prezentowane wydanie jest przeglądem dokonań zespołu przez te cztery długie dekady. Równocześnie, jest to także zapis tego, jak zmieniał się świat, bo chociaż u nas znane są szerzej raczej starsze i klasyczne piosenki formacji, to na tym trójpłytowym wydaniu pojawia się bardzo wiele mniejszych i większych przebojów, które starały się iść duchem czasu.

Pomysł ciekawy, czasami bardziej udany, czasami trochę mniej udany, ale dzięki temu po to rocznicowe wydanie na pewno mogą sięgnąć także osoby, dla których Boney M. nie było ani muzyką młodości, ani nawet czymś, do czego chcieliby za bardzo wracać.

Płyta, która przyda się w karnawale!

środa, 7 października 2015

A-ha, a-ha - dobra nuta!

Niektóre zespoły muzyczne pod wpływem chwili, impulsu czy określonych wydarzeń decydują się zakończyć swoją karierę. Wśród nich nie brakuje jednak i takich, które po dłuższym lub krótszym przemyśleniu dochodzą do wniosku, że nie było to najlepsza decyzja. Tak właśnie postąpił norweski zespół A – ha. Dzięki temu dzisiaj możemy cieszyć się ich kolejną płytą, która tym razem nosi tytuł „Cast In Steel”.

„Cast in Steel” to album, który dostarcza nam najwyższych doznań muzycznych. Uwagę przykuwa tutaj niezwykłe melodyjność, która niestety spotykana jest coraz rzadziej. Widać, że muzycy naprawdę przyłożyli się do swojego nowego dzieła. Każdy dźwięk dopracowany jest w najmniejszym szczególe. Nie słychać tutaj nawet przez chwilę wahania czy niezdecydowania. Norweskie trio przez całą płytę idzie jak burza, dając nam niezapomniane wrażenia muzyczne.

Płyta ukazała się 4 września 2015 roku. Jest więc na rynku absolutną nowością. Pewnie jeszcze nie wszyscy mieli okazję się z nią zapoznać. Mnie było to na szczęście dane. Nie żałuję wydanych na płytę pieniędzy. Dawno nikt nie dostarczył mi takich wrażeń muzycznych, jak właśnie norweski zespół A – ha! Szukasz doskonałej płyty, postaw właśnie na „Cast in Steel”.

Wielki powrót Sośnickiej

Zdzisława Sośnika to gwiazda polskiej piosenki. Znana kilku pokoleniom zniknęła ze sceny muzycznej na jakiś czas. Teraz powraca do nas albumem „Tańcz choćby płonął świat”. Albumem, który naprawdę zasługuje na uwagę tych, którzy kochają muzykę na najwyższym poziomie.

„Tańcz choćby płonął świat” to pierwszy od siedemnastu lat album polskiej piosenkarki. Inspiratorem jego powstania był Romuald Lipko, który wszystkim miłośnikom polskiej muzyki kojarzy się z Budką Suflera. To właśnie on jest autorem piosenki – prezentu, która nosi tytuł identyczny jak cały album.
Płyta to zbiór utworów o różnym charakterze. Znalazły się tutaj piosenki typowo taneczne, melancholijne ballady, klasyczny swing oraz kołysanka, która każdego z nas może doskonale ułożyć do snu.

Wszystkie piosenki artystka wykonuje z pełnym zaangażowaniem i właściwą dla niej perfekcją. Każdy dźwięk dopracowany jest w najmniejszym szczególe. Do tego dochodzą rewelacyjne teksty takich autorów, jak Jacek Cygan oraz Bogdan Olewicz.

Płyta „Tańcz choćby płonął świat” to idealny wybór dla tych, którzy szukają muzyki zachwycającej nie tylko dźwiękiem. To także fantastyczne, pozytywne i niezwykle głębokie teksty, które każdego z nas mogą skłonić do choćby chwili refleksji. Jedno jest pewne: Zdzisława Sośnicka przeżywa właśnie swój wielki powrót!

środa, 16 września 2015

Nowa płyta Schulza


Robin Schulz to prawdopodobnie obecnie najbardziej popularny didżej w Europie, który ma wielu zwolenników i jak się okazuje jego pierwsza płyta promowana hitowym singlem Prayer In C okazała się wielkim sukcesem. Obecnie wraca on do sprzedaży z nową płytą pod tytułem Sugar, która jest promowana singlem o tym samym tytule. W tej płycie stara się on postawić na taką samą formę, która już się sprawdziła i dba o to, by promować ten tytułowy singiel. Można jednak przypuszczać, że płyta, która pojawiła się w sprzedaży będzie miała problem z powtórzeniem sukcesu, jaki odniósł debiutancki krążek. Jak się bowiem okazuje płyta nie jest już tak dobrze przygotowana i muzycznie mimo, że podobna to brakuje jej tego błysku, który jest tak bardzo ważny. Trzeba się liczyć z tym, że będzie się nieźle sprzedawać, ale będzie to przede wszystkim na fali sprzedaży opartej na popularności pierwszej płyty. Natomiast ten krążek będzie miał problem, by zbudować grono nowych zwolenników Schulzowi, któremu jak się wydaje brakło tym razem tak dobrego pomysłu. Oczywiście życie to zweryfikuje już nie długo i okaże się jak ta płyta będzie się sprzedawać, ale o sukces na miarę Prayer in C będzie niestety bardzo trudno.

Slayer wraca po 6 latach


Slayer to niekwestionowana gwiazda trash metalu, która ma na swoim koncie wiele świetnych krążków, ale przez ostatnie 6 lat nie wykazywał się aktywnością. Wraca płytą Repentless, która jest na pewno odpowiedzią na oczekiwania fanów, którzy musieli mieć wiele cierpliwości, by w końcu tej nowej płyty się doczekać. Krążek starannie przygotowany został zarejestrowany w studiu nagraniowym w Los Angeles pod okiem doświadczonego Terry’ego Date’a, który współpracował z wieloma zespołami, które starają się tworzyć na podobnym gruncie muzycznym jak Slayer. Płyta jest udana, ale nieco inna od wcześniejszej twórczości Slayera. Przygotowana przede wszystkim w nowym składzie, co na pewno wpływa na niektóre dźwięki jakie usłyszymy. Oczywiście Slayer postarał się o przygotowanie dla nas dobrego krążku, który posłucha się z przyjemnością, gdy jest się fanem trashmetalu, ale jeśli wycięłoby się niektóre fragmenty płyty to mogę przypuszczać, że część fanów nie poznałaby, że przygotowane utwory zostały zrealizowane właśnie przez Slayera. To pokazuje, że tak naprawdę każdy autor może się nieco zmienić i czasami postawić na inne formy muzyczne, jeśli nie całościowo to przynajmniej w niektórych utworach.

czwartek, 13 sierpnia 2015

W opozycji do trendów i mody po raz dwudziesty drugi

Fani „ciężkiego brzmienia” z pewnością będą mogli zaliczyć mijające lato do udanych. Co ważne, będzie to możliwe nie tylko za sprawą fantastycznej pogody, ale również dzięki ich ulubionym wykonawcom i ich nadspodziewanej niemal aktywności. Na liście zespołów, które zyskały już sobie status kultowych, a teraz zapowiedziały wydanie nowej płyty, znalazła się między innymi grupa Motorhead.
Lemmy Kilmister to osoba, o której nie bez przyczyny mówi się jako o jednej z największych gwiazd ciężkiego brzmienia rozumianego jako całość, a sama grupa Motorhead to po prostu zespół, bez którego scena ta najprawdopodobniej nie istniałaby w swoim obecnym kształcie. Nie można mówić inaczej o grupie, która w 2015 roku ma wydać już dwudziesty drugi album studyjny i której wcześniejsze płyty zachwycały różnorodnością, bezkompromisowością i innowacyjnością.
„Bad Magic” to trzynaście utworów, które potwierdzają, że dla zespołu obchodzącego w tym roku czterdziestolecie obecności na scenie, mody i trendy nie mają żadnego znaczenia. Mamy tu do czynienia nie tylko z ostrymi, jak brzytwa utworami, ale i z fenomenalną sekcją rytmiczną i wspaniałymi melodiami. Wysoki poziom to także zasługa inteligentnych tekstów zadających kłam stereotypowemu postrzeganiu „ciężkiego brzmienia”.

"Męskie" piosenki w kobiecej interpretacji


Na powrót na scenę muzyczną Natalie Imbruglia warto czekać nie tylko dlatego, że mamy do czynienia z wyjątkową wokalistką o mocnym głosie, zamiłowaniu do oryginalnych rozwiązań i odważnych tekstach. O tym, że jej najnowsza płyta może być wyjątkowa niech świadczą już choćby te informacje na jej temat, którymi dysponujemy w tym momencie, a więc na kilkanaście dni przed premierą.
Sam pomysł na płytę „Male” nie jest nowy, już wcześniej na podobną zabawę zdecydowała się bowiem Tori Amos. Nie można jednak nie zgodzić się z osobami uważającymi, że mówimy o propozycji, która nigdy nie straci na znaczeniu, im więc więcej artystów zdecyduje się na przetestowanie jej w praktyce, tym lepiej dla muzyki i jej odbiorców. O co chodzi? Pomysł jest prosty, a jednocześnie genialny, na nowej płycie Natalie zapoznamy się bowiem z jej interpretacjami wielkich utworów znanych nie tylko z tego, że wpływały na kształt sceny rozrywkowej na świecie, ale i z tego, że były wykonywane przez panów i w zbiorowej świadomości funkcjonują jako „męskie”. Artystka nie stawia sobie przy tym żadnych niepotrzebnych ograniczeń. Wybiera utwory znajdujące się na przeciwległych muzycznych biegunach i pochodzące z różnych okresów.