czwartek, 21 maja 2015

To nie szatan, to gitara

Ciężkie brzmienia nad Wisłą mają bardzo utrudnioną drogę do słuchacza. Jeśli tylko w jakimś utworze jest trocheja dużo gitary, od razu przed bramą lokalu, gdzie ma się  odbywać koncert takiej kapeli, pojawia się kółko modlitewne próbujące egzorcyzmować struny. Bardzo wiele z tego powodu tracimy, ponieważ w wielu przypadkach oprócz tej strasznej ciężkiej gitary potrafią pojawić się skrzypce, wspaniały, operowy głos wokalistki lub niezwykle doniosłe i ważne teksty. Apocalyptica jest dobrym przykładem połączenia styli, które razem dają nam ciężki metal. Którą dokładnie jego odmianę? Ciężko powiedzieć, bo panowie pewnie sami za bardzo się nie interesują klasyfikacją i wolą tworzyć po prostu dobre rzeczy z różnych nomem omen parafii. W przypadku tego zespołu nie można za bardzo liczyć na piękne wokale, ale za to jest wspaniała sekcja smyczkowa, która w bardzo wielu utworach jest niemal przed gitarami, co w przypadku takich zespołów zdarza się bardzo rzadko. Nie jest to oczywiście pierwszy album formacji, więc oddani fani na pewno wiedzą, czego się tutaj spodziewać. Osoby, które prędzej nie miały okazji się spotkać z tymi brzmieniami, a w radio raczej ich nie usłyszą, mają ciekawą okazję do poznania nowych brzmień.

czwartek, 14 maja 2015

Wiersze Jarosława Iwaszkiewicza śpiewane przez Mirosława Czyżkiewicza


„Muzyka wieczorem”, czyli pierwsza część tytułu albumu, jest nawiązaniem do tomiku wierszy Jarosława Iwaszkiewicza, który pojawił się na półkach księgarni w 1980 roku, w okresie największego napięcia społecznego, zaraz przed jego wybuchem. Oczywiście w tym czasie dusza poety nie żyła polityką, bo gdyby tak było, pewnie dzisiaj nie mielibyśmy okazji pochylić się nad tym wydawnictwem. Powstało ono bowiem jako efekt przemyśleń multiinstrumentalisty i bardzo wszechstronnego artysty, Mirosława Czyżkiewicza, który zaczytując się wierszami Iwaszkiewicza przez wiele wieczorów postanowił, że powinien dodać do nich cząstkę siebie i zaprezentować je szerszej publiczności. W końcu kto dzisiaj czyta wiersze?
    Mamy do czynienia z płytą naprawdę niezwykłą w naszych obecnych czasach. Oczywiście takich wydawnictw pojawia się coraz więcej, ale trafiają w nasze ręce tak rzadko, że równie dobrze mogłoby ich nie być w ogóle. Jeśli ktoś ma ochotę na odrobinę przemyśleń i na poczucie czegoś czasie kontaktu z muzyką, z pięknymi balladami, a nie tylko z piosenkami o tym, co ten czy inny raper ma nad głową, warto jest sięgnąć po tę właśnie pozycję i poczuć, że dla odmiany, ma się kontakt z prawdziwą, czystą sztuką.

piątek, 24 kwietnia 2015

Prawda o współczesnym rapie


Gang Albanii jest malowany na najgorszą patologię, jaka pojawiła się w ostatnich latach. Sęk w tym, że nie jest to coś, co „się pojawiło”, ale zostało stworzone przez trzy znane postaci polskiego rapu, które w dodatku posiadają nie tylko wieloletnie doświadczenie na scenach, ale jeszcze bardzo potężny dorobek i o zgrozo, szacunek innych raperów. Panowie odkryli jakiś czas temu, że od niedawna najlepiej sprzedaje się wizerunek bananowego dziecka, handlarza narkotyków, playboya i co tam jeszcze połączonego w jedną rapową całość podlaną klubowymi Beatami, których nie usłyszymy na Majorce czy Ibizie, ale na pewno pojawią się w każdej remizie. To, co początkowo miało być żartem z całej rapowej sceny muzycznej, naglę, dzięki dobrej jakości wykonania pod względem flow i beatów, okazało się wielkim przebojem zwłaszcza wśród młodszych słuchaczy muzyki wszelakiej. Można się martwić, czy traktująca cały projekt na poważnie młodzież nie zrobi sobie Gangiem Albanii krzywdy, co zresztą już  się zdarzało, ale jeśli przypomnimy sobie, że w naszej młodości słuchaliśmy Nagłego Ataku Spawacza i jakoś żyjemy, to uświadomimy sobie, że nasz strach przed raczej komicznym Gangiem Albanii jest raczej na wyrost. Warto posłuchać i się pośmiać.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Bałkańskie rytmy na polskiej ziemi

„Kayah & Bregović” to nie tylko jedna z najbardziej kontrowersyjnych, ale i jedna z najlepszych płyt, jakie ukazały się w naszym kraju po roku 1989. Podbiła serca słuchaczy w roku 1999, szesnaście lat później cieszy się jednak równie dużą popularnością. Wiele osób deklaruje, że to właśnie ta płyta sprawiła, że rozkochały się w głosie Kayah i naprawdę trudno się im dziwić.
Warto zresztą wspomnieć o tym, że kontrowersje nie dotyczą samej zawartości albumu, ta bowiem została dobrana w sposób perfekcyjny. Szalone bałkańskie rytmy, przy których można tańczyć choćby na stole, mieszają się z nastrojowymi balladami, na uwagę zasługują przy tym piękne, przenikliwe teksty, które inspirowane są oryginalnymi tekstami piosenek wykorzystywanych w albumie. O płycie nie mówi się z największym entuzjazmem przede wszystkim dlatego, że zaraz po jej wydaniu okazało się, że kwestie związane z prawami autorskimi zostały zaniedbane w skandaliczny sposób. Gdy jednak zapomnimy na moment o dość niefrasobliwym podejściu Bregovicia do praw do muzyki, musimy zgodzić się z tym, że mamy do czynienia z albumem niemal doskonałym.

środa, 8 kwietnia 2015

Selah Sue w poszukiwaniu muzycznej drogi

Muzyka belgijska nie jest już tak popularna w Europie, jak miało to miejsce pod koniec ubiegłego wieku, nie można jednak zapominać o pewnych wyjątkach od tej reguły. Jednym z nich jest dorobek muzyczny Selah Sue – piosenkarki i autorki tekstów urodzonej w 1989 i potwierdzającej, że naprawdę dobra muzyka nie zna ograniczeń stylistycznych i gatunkowych. W swoich utworach Selah Sue garściami czerpie z tego, co może jej zaoferować reggae, rock, funk i soul, na jej najnowszej płycie potwierdza zaś, że również utwory hip-hopowe nie są jej wcale obce.
Druga płyta wokalistki – wydany w 2015 roku album „Reason” była jednym z najbardziej wyczekiwanych albumów nie tylko w Belgii, ale i w innych częściach świata. Trudno się temu dziwić, skoro powstała po czterech latach od chwili wydania debiutanckiej płyty. Sama artystka zastrzega, że nowy album nie świadczy o tym, że znalazła się u kresu swojej muzycznej drogi. Przeciwnie, poszukiwania nadal trwają, a zarówno zróżnicowanie stylistyczne płyty, jak i długi czas jej przygotowania stanowią tego najlepszy dowód. Jeśli jednak kolejne albumy mają być tak samo dobre, warto będzie na nie czekać.

piątek, 27 marca 2015

Piasek, Holendrzy i... najnowsza historia polskiej piosenki


Andrzej Piaseczny, znany też jako Piasek, to artysta, który już wiele lat temu zdobył sobie uznanie fanów. Co więcej, ostatnie kilka lat to okres swego rodzaju renesansu jego popularności, Piaska odkrywają bowiem kolejne pokolenia zachwycone jego przenikliwością, serdecznością, ciepłem oraz wrażliwością. Najnowszy album artysty zatytułowany „Kalejdoskop” może powtórzyć sukces wcześniejszych wydawnictw, a niebanalny pomysł na jego realizację sprawia, że jest on w stanie zainteresować swoją zawartością nawet te osoby, które nigdy nie uznawały się za fanów Piasecznego.
Już na wstępie warto podkreślić, że Piasek poprosił o pomoc w realizacji albumu muzyków z The Metropole Orkest – holenderskiej orkiestry uważanej za jedną z najciekawszych orkiestr towarzyszących wykonawcom muzyki rozrywkowej. Oprawa muzyczna nie jest jednak wcale jedynym przyjemnym zaskoczeniem, nie mniej istotne wydaje się bowiem i to, że same kompozycje mogą zachwycić nawet osoby o najbardziej wyszukanych gustach. Kto nie chciałby bowiem usłyszeć, jak brzmią w wykonaniu Piasecznego utwory pierwotnie wykonywane przez Nosowską, Myslovitz oraz Bartoszewicz?

środa, 18 marca 2015

Mroczny spacer po nocnym Londynie


The Prodigy to zespół o ugruntowanej pozycji na rynku, nie można jednak nie dostrzec tego, że jego ostatnie albumy studyjne nie cieszyły się aż tak dużą popularnością, jak wcześniejsze produkcje. Fani zarzucali muzykom odejście od tego, co ich charakteryzowało i naśladownictwo, a więc znaczące obniżenie poprzeczki, a i krytycy muzyczni nie byli zachwyceni, brakowało im bowiem zadziorności, która sprawiła, że The Prodigy wybił się na tle dziesiątek niemal takich samych zespołów. Nawet osoby podchodzące do nowego albumu z dużą dozą sceptycyzmu już choćby po to, aby się nie rozczarować, nie powinny być jednak zawiedzione – wydany w 2015 roku album „The Day Is My Enemy” to powrót zespołu w naprawdę dobrym stylu.
Płyta to swego to swego rodzaju przewodnik po nocnym życiu Londynu, mylą się jednak osoby, które w czternastu kolejnych utworach oczekują relacji z pełnych dobrej zabawy imprez. Emocją, która zwraca na siebie uwagę na tym krążku jest przede wszystkim gniew i to on dominuje w każdym dźwięku. Płycie można zarzucać pewien brak różnorodności, ostrość i wyrazistość sprawia jednak, że album nie musi bać się krytyki.